W książkach i internecie jest pełno informacji o działaniu słowa "nie" na ludzką psychikę. Co do książek, informacje na temat dzisiejszego posta można znaleźć chociażby tu: http://www.samosedno.com.pl/nlp-w-praktyce-czyli-sztuka-ksztaltowania-przyszlosci,483.html , co do stron internetowych, niewiele zmodyfikowaną treść znalazłem po wpisaniu w google "jak dziala slowo nie na podswiadomosc".
Razem spróbujemy sobie odpowiedzieć na pytanie, czy mówimy naprawdę to, co mówimy? Czy efekt jaki chcemy wywołać jest jednoznaczny dla obu stron? Na ile świadomie postrzegamy język w sobie?
Przy okazji chciałbym coś sprostować:
"Nasz rozum składa się z dwóch części: świadomej i nieświadomej. Część świadoma odpowiada za interpretację złożonego języka. Natomiast do części nieświadomej, nazywanej także podświadomością trafiają tylko proste sformułowania. Podświadomość nie rozumie między innym zaprzeczeń."
Wiecej: http://www.eioba.pl/a/1isw/jak-dziala-slowo-nie-i-w-jakich-sytuacjach-nalezy-je-stosowac#ixzz1r5eVMNnB
Tak jest napisane już we wstępie do znalezionego w internecie artykułu. Reszty nie będę cytował, każdy zainteresowany tematem szybko stwierdzi, że "coś w tym jest" (niemniej, w artykule znajdują się błędy gramatyczne ;p). Co do tego "nie", wychodzę z podobnego założenia, tylko brakuje tam dokładności. Dlaczego słowo "nie", ten prosty językowy element, który teoretycznie powinien być wychwytywany przez nasz system rozumienia języka gdzieś je "upuszcza"? Tak dzieje się z tego powodu, że ten element jest "za mały" i prześlizguje się przez przekazywane nam informacje. Stwierdzenie, że podświadomość "nie rozumie" nie jest z pewnością błędne. Wystarczy sobie wyobrazić sytuację, gdzie "nie" ma znaczenie "przestań" i jest wykrzyknięte. Podświadomość musi więc postrzegać obiekty i sytuacje całościowo (holistycznie) i wybierać z nich ogólne, największe i najbardziej charakterystyczne informacje. Są to słowa, które niosą ze sobą obraz i ew. emocje, które podświadomość może z czymś skojarzyć. Więc jeżeli przez "zaprzeczenia" (negacje) rozumiemy coś więcej niż tylko zdania z "nie" w środku, oznacza to, że istnieje wiele kontekstów, w których to, co powiemy, będzie dla podświadomości odbiorcy, bądź nas samych nieczytelne/mylące. Już psychologowie przy stosowaniu "afirmacji" mówią, że muszą być one sformułowane "pozytywnie", czyli np. zamiast nie choruję afirmować jestem zdrowy/a.
Z innej beczki. Możliwe, że w kontaktach z ludźmi o wiele wyraźniej i bez podejrzeń zamiast nie wiem tego, będzie przyjęte: brakuje mi na ten temat wiedzy.
Z innej beczki. Możliwe, że w kontaktach z ludźmi o wiele wyraźniej i bez podejrzeń zamiast nie wiem tego, będzie przyjęte: brakuje mi na ten temat wiedzy.
Wyobrażanie sobie różnych zdań z "nie" i przeformułowywanie ich na ich "pozytywne" wariacje, a potem ich stosowanie w rozmowie z pewnością będzie rozjaśniać i nadawcy i odbiorcy obraz, jaki tworzą słowa w naszych umysłach. No, w każdym razie tak mi się wydaje, że to tak działa ;). Musiałbym to dokładniej zbadać i mam nadzieję, że będzie mi to kiedyś dane.
Poprzez takie komunikowanie się możliwe też będzie nauczenie się pozytywnego spojrzenia na świat i harmonizacja kontaktu ze swoją podświadomością; wiadomo, są tylko przypuszczenia.
Poprzez takie komunikowanie się możliwe też będzie nauczenie się pozytywnego spojrzenia na świat i harmonizacja kontaktu ze swoją podświadomością; wiadomo, są tylko przypuszczenia.
Osobiście staram się tak komunikować, ponieważ zdania ze sprytnie wplecionym "nie" są używane przez obecnych znafcuw NLP i innego badziewia, kiedy chcą manipulować kierunkiem działania naszych myśli na ich korzyść (szczerze, NLP jest na o wiele mniejszą skalę wykorzystywane terapeutycznie, niż na marketing i znajdywanie okazji do poruchania sobie kogoś).
Wydaje mi się, że przyjmowanie "nie" do przekazu wymaga włączonej świadomości w rozmowie. Każda osoba rozmawiająca niechlujnie/nieuważnie, używająca słów bez szczególnego ich przemyślenia jest podatna na ten iluzoryczny "nie-efekt". Wydaje mi się, że gdy rozmowa toczy się w duchu rozbudowanych i abstrakcyjnych pojęć logicznych, które wymagają dodatkowego zastanawiania się nad znaczeniem i uważnego skupienia się na treści, "nie" będzie równoważne z resztą elementów w zdaniu. Ponieważ, gdy rozmawiałem na ten temat z ludźmi, z którymi się wprowadziliśmy w bardziej intelektualny stan podczas rozmowy, na to klasyczne nie myśl o czerwonym samochodzie pierwsza reakcja brzmiała w stylu pomyślałem o niebieskim.
Więc rozwiązaniem dla wyjścia z "nie-pułapki" będzie z pewnością uczestniczenie w rozmowach z poziomu świadomości, bardzo uważne ważenie słów i ich powolne, uważne trawienie.
Takie małe spostrzeżenie:
Z tym są związane słowa nacechowane negatywnie. W połączeniu z zaprzeczeniem ich zastosowanie może mieć dość ciężkie dla człowieka skutki.
Wyobraźmy sobie człowieka, który rozpoczął na sobie terapię afirmacjami i leczy się z kwestii zależności od osoby ojca, czy matki. Powtarza afirmację "jestem niezależny".
Jak myślicie, w jaki sposób może działać korzystanie z tego przymiotnika, gdzie jest to fantomowe "nie" i przymiotnik wskazujący na przywiązanie i zależność podmiotu? Afirmacje mają działać na podświadomość, a jak myślicie, na co się taką afirmacją można zaprogramować?
Zrobię, to, co będę robić na koniec każdego posta od tej pory. Apeluję o dużą rozwagę w korzystaniu ze słów i w dobieraniu do siebie treści językowych np. w piosenkach.
Oczywiście cieszę się z każdego otrzymanego komentarza i pomocy w nakierowaniu moich myśli na nowe, ciekawe i rozwijające perspektywy.
Do następnego :)