Pisze tego posta pod wpływem wielu czynników. Końca studiów, zerwania relacji pseudo-partnerskiej, wysiłków w dziedzinie poszukiwania pracy (której idei, ani wagi jeszcze nie zdołałem pojąć), kreatywnej destrukcji moich obecnych marzeń i próby ułożenia czegoś osobiście, ogólnego doła z którego musi wyjść coś pozytywnego.
Mam projekt gadżetu do ubrań, który chętnie byłby łyknięty przez steampunkowców, ale nie jestem generalnie na tyle przedsiębiorczy i sprytny, żeby go sprzedać, chociażby jako patent. Ale nie o tym teraz.
Wczoraj przed pójściem spać naszła mnie myśl jak przeorganizować rodzinę, żeby żyło się "łatwiej". Natomiast sama idea przeorganizowania wydaje się dość (w obliczu utrwalonych schematów) kontrowersyjna.
Myślę, że rodzina nuklearna, a więc "para małżeńska" z ewentualnymi dziećmi wcale nie musi się składać z dwojga ludzi. W takiej rodzinie może się trzymać dowolna ilość ludzi, dowolnej płci, której relacje między sobą są na tyle bliskie, że wszyscy chcą się siebie trzymać. Ta relacja może być jak najbardziej poliamoryczna. Wiem, że nie wszyscy są otwarci na seks i to trzeba szanować. Dla każdego coś. Gruntem jednak jest to, że przy dobrym rozplanowaniu środków finansowych i pracy w ten sposób można by było naprawdę szczęśliwie i dostatnio żyć. Wyobraźmy sobie, że w takiej, minimalnie (a dla mnie najbardziej optymalnie) 3-osobowej "parze" każdy dobiera sobie rolę. Dwoje pracuje, jedna osoba zajmuje się domem. Ekonomicznie wydaje mi się to o wiele lepszym wyjściem, a i w wypadku natrafienia na problem jest o wiele więcej umysłów, które będą w stanie rozwiązać dany problem. Do tego dołóżmy ogólnie więcej pomysłów na życie i planów na jego rozwój. Dla mnie to brzmi jak sielanka.
Kiedy wyobrażam sobie, że pojawiają się w takiej relacji dzieci, byłoby o tyle łatwiej, że dziecko miałoby więcej sposobów zachowania do wyboru z obserwacji "rodziców". A i nie dochodziłoby do sytuacji jakie mam u siebie w rodzinie, gdzie moja babcia zawsze wymaga od mojej matki uwagi, bo "tylko ją ma". Potrafią z byle pierdoły zrobić "cudowną" kłótnię.
Nie!
Ten tradycyjny model rodziny ma zdecydowanie za dużo wad, który dodatkowo potęgują źle dobrane (w losowy sposób) osobowości jej członków.
Mam nadzieję, że może któregoś dnia uda mi się coś takiego zrealizować, byłoby to w pewnym sensie łamiące schematy.
Na razie to tyle. Miło by było zobaczyć jakąś dyskusję (bez form erystycznych) na ten temat.