Dzisiejszy temat opierać się będzie poniekąd na teorii typologii osobowości, "enneagramu", informacjach z testów kinezjologicznych, może czegoś z Dalajlamy i będzie to połączone, naturalnie, osobistymi przemyśleniami.
Zacznę od enneagramu. Nie będę wprowadzać, bo nawet na wikipedii można znaleźć dość obszerny artykuł o tym z czym się to je.
Pisząc baaaardzo ogólnie, enneagram opiera się na ludzkich wadach; w każdym razie na tym, co nazywamy wadami i możemy wadami nazwać. Im ma się więcej widocznych "wad", tym jest się bardziej widocznym numerkiem. Podstawowy podział wychodzi z 3 emocji, które są dla człowieka pierwotne. Czyli na wstydzie, strachu i gniewie. Nie mam zamiaru pisać teraz o odcieniach tych emocji, poza może tym, że na gwiazdce...
..jak widać został dokonany tymi czerwonymi liniami podział na 3 części. Na dole są typy, których wyzwaniem jest głównie wstyd/głód uznania (2, 3, 4) i strach/lęk (5, 6, 7). Natomiast typy 8, 9, 1, są typami, którymi kieruje gniew. No, agresja, złość; różnie to można nazwać.
Teraz pytanie.
Czy ich umieszczenie na górze gwiazdki jest przypadkowe?
Z pewnością się domyślacie, że odpowiedź brzmi "nie". Pal teraz licho strategie radzenia sobie z gniewem tych typów, chodzi o przejrzenie tych emocji z pewnego punktu widzenia. Posilę się informacjami, które pewna dobra osoba wkleiła na forum enneagramu, a łączą się z czymś, co zostało nazwane "testem kinezjologicznym" i poziomami świadomości wg dr Hawkinsa (którego niestety nie znam za bardzo dobrze).
O ile dobrze czytałem testy te opierały się na wprowadzeniu badanego w jak najbardziej neutralny stan emocjonalny (uważam, że totalna neutralność jest niemożliwa). Osoba badana była wprowadzana w stan zrelaksowania w pozycji stojącej i miała rozłożone na boki ręce. Reakcje na bodźce kojarzące się z emocjami, albo pojęciami, które wprowadzali badający polegały na wzmacnianiu, lub osłabianiu oporu rąk badanego na lekki nacisk na nie. Jakkolwiek dalszych informacji nt. sposobu obliczenia tego nie posiadam, niestety.
Teraz, im niższy stan emocjonalny, tym niższa wartość cyfrowa (info zaczerpnięte z tego tematu: klik ; zresztą na tym samym subforum znajdziecie informacje o teście kinezjologicznym).
Poziomy energii, bez opisu stanu świadomości:
20: Wstyd
30: Wina
50: Apatia
75: Żal
100: Strach
125: Pożądanie
150: Złość
175: Duma
200: Odwaga
i dalej aż do 1000
Dopiero od "Odwagi", zaczynają się te wszystkie pozytywne poziomy zdrowia. Odnosząc do to "enneagramu", łatwo można zauważyć, że największe problemy mają ze sobą typy 2, 3,4, 5, 6, 7, których emocje i postrzeganie świata opierają się na wstydzie i strachu i odcieniach tamtych emocji.
Opierając się na tym źródle możemy śmiało stwierdzić, że gniew/złość utrzymuje nas na wyższym poziomie świadomości niż wstyd, który sprawia, że chcemy się zapaść pod ziemię, albo strach, który każe nam się ukrywać. Obie z tych emocji muszą więc blokować drogę do konfrontacji ze sobą i ze swoim życiem.
Osobiście wydaje mi się, że ta "Złość", którą dalej będę nazywać "gniewem" jest tutaj kluczem do wzrostu.
Ale, ale! Dlaczego w ogóle gniew? Przecież to bardzo negatywna emocja jest! Kontaktu z ludźmi, którzy się gniewają i kierują się właśnie takimi pobudkami nie da się opanować. Trzeba ich stale uspakajać...
No właśnie tutaj jest pies pogrzebany.
Od jak dawna ludzie, którzy są ponad słabszymi radzą sobie ze wszelkimi sposobami wyrzucania gniewu poprzez represjonowanie? Straszenie i zawstydzanie? Człowiek, który jest "wkurwiony" potrafi wziąć sprawy w swoje ręce i, szczególnie wspomagany przez desperację, rozwiązać pewne problemy raz na zawsze. Szczególnie, gdy to burzliwe emocje przejmują ster świadomości. Ludzie, którzy zostali w procesie kształtowania świadomości w społeczeństwie ugrzecznieni, będą się bali tych, których energia jest dzika i nieposkromiona. Człowiek w gniewie nie czuje tych granic. Może zniszczyć pewną tamę, która blokuje go przed wyjściem ze swojego osobistego Matrix'a. Takich kompleksów, towarzystwa krzywdzących ludzi, przedmiotów; ogólnie od wszystkiego. A kto trzyma ludzi z daleka od ich gniewu? Wymusiciele! W specjalnej odmianie "Tłumicieli", jakkolwiek. Nie tylko w szkole można ich znaleźć. A chwila zastanowienia może teraz przed Wami otworzyć jakiego rodzaju ludzi mam na myśli.
Jak traktowane jest w szkole dziecko, które jest bardzo aktywne i nie wie co ma zrobić ze swoim gniewem? Które nie wie jak ma się wyżyć? Takim stawiane są uwagi i nagany. Młody człowiek ma wtedy dwie możliwości strategii poradzenia sobie z tym, jedna należy do przeszłości i sam miałem z tym nieco do czynienia, druga stosowana jest coraz częściej. Pierwsza polegała na tym, że taki ktoś jest łamany psychicznie przez takich wymusicieli i nierozładowany gniew buzuje wewnątrz, przekształcając się w jedno z dwóch na niższym poziomie. W strach ("bo biją i karzą i trzeba uciekać"), albo wstyd (bo jestem zły i niedobry i nie mogę być tym, kim jestem"). Druga kwestia, która wychodzi od niedawna i jest o wiele lepsza, ale niszczy relacje w szkole, a w szczególności tej państwowej, to usilne zabieranie autorytetu takiemu wymusicielowi przez uczniów, co przynosi rezultaty, jeżeli taki wymusiciel jest daleko od wsparcia takiego dyrektora placówki, albo kogoś w tym stylu. Tylko skąd młodzi ludzie mają o tym wiedzieć? Kto im o tym powie?
Idealizując, w szkole (państwowej) powinny być zajęcia właśnie uczące o psychice człowieka, chociażby, aby można było rozmawiać o gniewie i jego przejawach. Odnaleźć osobiście strategie radzenia sobie z nim na różny sposób. Świadome kierowanie gniewem. Tłumienie może spowodować, że młoda osoba będzie szukała różnych dróg ujścia już nie gniewu, a nienawiści. A pod to podczepiają się ideologie, które są już trudne do wyleczenia. To naprawdę boli człowieka od środka, jak ma się pozbyć jakiejś ideologii, to jak zrywanie nadpsutego strupa z głębokiej rany.
Co zrobić z gniewem? Wielu ludzi o tym myślało. Są substytuty radzenia sobie z gniewem, jak np. pójście sobie na imprezę i wpierdolenie komuś za to, że ma krzywe ucho. Można zacząć trenować jakiś sport, co daje o wiele lepsze rezultaty i wykształca wrażliwość na własne ciało. Jednak jeżeli czynnik wywołujący gniew staje się nie do zniesienia, to znaczy, że trzeba i można coś z tym faktem zrobić. Człowiek gniewny jest czynny, może działać, człowiek wstydliwy i zastraszony woli uciekać od działania. Człowiek aktywny zmienia świat samodzielnie, a pasywny pozwala na wprowadzanie zmian do swojego świata.
Dalajlama w książce pt. "Uzdrawianie gniewu" mówi o swoich sposobach na radzenie sobie z gniewem. Opisuje różne jego aspekty i wspomina, że gniewanie się np. w kwestii spraw które przeminęły i już nie wrócą jest bezsensowne, bo z nimi już nic nie można zrobić. Natomiast tam, gdzie można działać i należy to zrobić, to się robi. Inaczej pozwala się innym na kierowanie sobą. A lepiej, żeby to człowiekiem kierował jego własny osobisty gniew, czysta emocja (człowiek to istota emocjonalna), niż jakiś niewidzialny, karzący strażnik. Boicie się go? Chciałem napisać coś więcej, ale zdecydowanie nie mam teraz ochoty na wertowanie tej książki ;), jakkolwiek osobiście ją polecam. Fragmenty. Można po nią przyjść do mnie ;p
Zachęcam każdego do spotkania się ze swoim własnym gniewem, poznania się z nim. Powiedzenia sobie, że te uczucia wszystkie są w porządku i pracy nad swoim własnym wewnętrznym wkurwem, która ma przynieść pozytywną zmianę w życiu. Dodam, że to praca dla mądrych i świadomych ludzi, którzy chcą znaleźć swoje miejsce w obecnej rzeczywistości.
A jak z tego korzystać w szkole? Od razu. Spontanicznie, myślę.
