O co chodzi?
Dzisiaj chcę poruszyć jeden z fajniejszych do ogranięcia tematów. Będę zahaczać o skupienie się na danym momencie w czasie u ludzi i o tym, jak myślę radzić sobie z ciągłymi aktualizacjami informacji; nie tylko w szkole; no i trochę mistycyzmu w to wmieszam.
Cyk, cyk, cyk... DrrrrrrrRRRyŃ! Czas zacząć!
Kiedy myślimy o czasie, przeważnie wpadają nam do głowy skojarzenia, jakich uczyli nas od dzieciństwa. Jesteśmy w bliżej określonym, obecnym "teraz", które jest tak chwilowe, że już go nie ma. Za nami jest przeszłość, która wpływa bezpośrednio na 'teraz', a przed nami jest przyszłość. Myślenie o czasie, jak o czymś podzielonym na 3 części wydaje się dość logicznym wyjściem. Byłem, jestem, będę. Idę do przodu. Tralalala.
Czegoś mi tutaj brakuje... Coś się nie zgadza...
Odczuwam, że to podejście linearne neguje coś, co istnieje gdzieś wyżej. Zmianę. Jeden punkt niczym pociąg jedzie do celu na jednej szynie. Wszystko przewidziane, ustalone. Łatwiej uwierzyć w przeznaczenie. Możliwe, że dlatego właśnie istnieją do tej pory ludzie, którzy wszelkich zmian się boją. Inne podejście do interpretowania czasu wymaga swoistego mistycyzmu. Przyjęcia swojego bycia w "tu-i-teraz" i wiecznego stawania się czymś nowym. A to już powoli wykracza z koncepcji pociągu jadącego do celu. Zmiana może nadejść właśnie w każdej chwili, a jeżeli ograniczamy się do linearnego spojrzenia na czas, jedziemy bezwolnym pociągiem, kiedy gubi się nam linia, widzimy "koniec świata". Strachy na lachy. Bum-tarara.
Inne podejścia już dawno były, "opracowane", że tak to ujmę. O starożytnych filozofach nie będę pisać, bo po prostu nie chcę się gdzieś po drodze jebnąć, ale mam ogólne pojęcie o tym, że w średniowieczu, gdzie istnieli pierwsi ludzie, których moglibyśmy nazwać mistykami, którzy odcinali się od kościoła, aby poznawać boga na własną rękę z daleka od autorytetów, już kształtowali inne pojęcie o tym.
Już w epoce baroku był widoczny rozwój takiego myślenia. Wiedza została zdobyta niedawno, bo tego roku akademickiego na zajęciach z literaturoznawstwa niemieckojęzycznego. Andreas Gryphius napisał kiedyś takie wierszydełko:
o! Tu je macie!
Że tak zalecę własnym tłumaczeniem:
Me lata, to nie te są,
Które mi czasu zabrały,
Me lata to nie te są,
Co jeszcze nadejść by chciały,
Spojrzenie jest jednak moje,
I je pod uwagę biorę,
I tak właśnie te moje,
Lata i wieczność są zrobione.
Wydaje mi się (chociaż te dwa ostatnie wersy są takie... naciągane), że chodziło mu o to własnie skupienie się na tym teraz, które jest jedne i jedyne. Które wciąż się zmienia, które wciąż nam daje wiele nowego. Różnorodność. Zresztą, o ile dobrze kojarzę, to własnie w buddyzmie, w medytacjach chodzi o to, żeby przestać myśleć o przeszłości i przyszłości, następnie o teraźniejszości i tak pozostaje sam czysty umysł, świadomość. Która potem też się rozpływa.
Przychodzi mi na myśl jeszcze jedno w tym kontekście, co też uważam za godne podzielenia się. W czasie myśli się stale powtarzają. Wciąż to samo wciąż się zmienia. Znaczy się w środku jest tym samym; natomiast nosi po prostu inne ubrania. Przed Gryphiusem na pewno był ktoś, kto miał podobne myśli o teraźniejszości, o istnieniu w jendym punkcie, nie w linii czasu. Daje sobie uciąć... łącze od internetu :D.
Ale dalej w to już nie będę się zagłębiać. Na razie mam teraźniejszość—ten post na blogu—do opanowania. ;P
Piszę o tym, bo linearny czas, to również jedno z subtelniejszych narzędzi wymusicielstwa. Znacie ludzi, którzy pasjami sobie organizują czas? Którym nieprzewidziane okoliczności wszystko burzą? Którym zdecydowanie brakuje tolerancji? Wmówiono im, że czas trzeba samemu organizować, żeby nie tracić ani chwili. Im on cały czas ucieka. Wstyd przed utratą chwili, niechęć do tego, że ktoś mógłby im wytknąć bycie no-lifem (nie wiem jak to po polskiemu wyrazić normalnie), zmusza ich do wypełniania każdej możliwej sekundy życia planem, który ma się wypełniać.
Wymusiciele wymyślają terminy prac klasowych, kolokwiów, egzaminów. Wymusza to na nas planowanie czasu w określonych celach, które mogą się nie zgadzać z naszym wewnętrznym rytmem. Gdy to się nie zgadza, z różnych powodów (zakochałem się szczerze z wzajemnością//mam wenę, wole grać na gitarze//zajmuję się chorymi rodzicami//nie dojrzałem do zrozumienia danego zagadnienia), cierpimy konsekwencje w systemie. Nie będę pisał co się potem budzi, bo nie mam za zadanie wywoływać w ludziach negatywnych stanów. Wymusicielstwo związane z czasem linearnym sięga wiele dalej. Skąd mamy kryzysy wieku średniego? Osho mówił w "Księdze kobiet", bodajże, że wschodnia mentalność nie do końca rozumie tych pojęć, jak "kryzys wieku średniego". Potem mówi o tym, że oni tam żyją bardziej w zgodzie z naturą i łatwiej im przyjąć do siebie czysto pragmatyczne sprawy, że np. się starzeją. A przynajmniej było tak za jego czasów obserwacji. Z pewnością każdy z czytelników sam byłby w stanie wymyślić kilka przykładów tego, jak czas linearny wpływa na nas. Jeżeli przyjąć te słowa Osho za dobrą monetę, znaczy to ni mniej, ni więcej, że życie zgodne ze swoimi naturalnymi cyklami osłabia nacisk związany z myśleniem o czasie linearnym.
Na wszystko jest czas!
Wyobraźcie sobie, że pewnego pięknego dnia odcinacie się od mediów, czasu, nacisku, pieniędzy, pracy, poczucia obowiązków i innych stresujących pierdów. Jak wtedy żyjecie? Jak się Wam tylko podoba! Zgodnie z własnymi potrzebami i biologicznym zegarkiem. Tykacie sobie wtedy nie do ustalonego z góry pojęcia czasu, które istnieje po to, żeby stres poganiać stresem, kompulsywnym zajmowaniem się czymś, tylko do osobistego rytmu. Własna symfonia. Czasami przyspiesza, czasami zwalnia. Naturalność.
Przyjęcie zakorzenienia się w chwili obecnej wywala z nas i wstyd, który nam przynosi rozmyślanie o przeszłości i strach, który daje nam ukierunkowanie myśli na przyszłość. Jesteśmy od nich wtedy wolni. Jeżeli, Drogi Czytelniku, potrafisz sobie wyobrazić to, o czym piszę i na dodatek czujesz, że jest Ci to potrzebne, to znaczy, że jesteś zdolny do przejawienia tego stanu w świecie rzeczywistym. Jednak drogę do tego pozostawiam do odkrycia. Ja chcę być tylko inspiratorem.
Przy okazji, przypomnę o tym panu. Fajnie gra.
Zacząłeś Heraklitem, skończyłeś Rousseau. Gdzieś w środku był Symonides.
OdpowiedzUsuńLos
Nie mów nigdy - człowiecze -
co przyniesie ci jutro,
Nie obliczaj, jak długo
będzie trwać czyjeś szczęście:
Los odmieni się, zanim
lotna mucha w powietrzu
Zdąży przemknąć przed tobą.
W zasadzie linearność czasu sama w sobie nie jest wadą. Wręcz zaletą. Kiedyś czas biegł linearnie. Jeżeli trochę przyspieszał, to dlatego, że było to naturalne. Coś jak linia izoelektryczna na prawidłowym zapisie EKG.
Dzisiaj linearność czasu została zniesiona poprzez wyścig szczurów, multimedia, natłok nieznaczących informacji, którymi zaśmieca się głowy. Dlatego dzisiejsze dzieci nie czytają. Posadź dziecko nad książką, a po chwili zaśnie z nudów. Dziecko wychowywane w biegu nie może się nie nudzić, jeśli nagle mu wszystko zwalnia.
Dlatego coraz więcej dzieci ma ADHD. To nie nie jest żadna jednostka chorobowa. To wymysł rodziców i psychologów. Rodziców - żeby usprawiedliwić złe wychowywanie dziecka. Psychologów - żeby zrobić karierę na kolejnych bździnach, których nawet nie są w stanie udowodnić.
To, o czym piszesz, to raczej zaśmiecanie linearności czasu, powodowanie podbić, dorysowywanie kolejnych równoległych i prostopadłych linii. Przynajmniej ja to tak odbieram.
wspaniale jest mieć wśród znajomych tak wykształconych ludzi :)
OdpowiedzUsuńmyślę o tym raczej, jako o ściągnięciu czasu do jednego punktu. z linii, która wymaga, narzuca i odrzuca wszystko poza nią, spojrzeć na nią od strony wektora, tj. jednowymiarowo. wtedy czas po prostu jest i nie zastanawiamy się dokąd biegnie.
szczerze się przyznam, że nie wiem na jakiej płaszczyźnie jest ADHD problemem, jednak jest całkowitą prawdą to, że ludzie szukają usprawiedliwień, zamiast chociaż przez chwilę spróbować zaakceptować poobserwować i czekać aż sobie pójdzie. tak samo jak z napięciami podczas medytacji (co nawet próbuję ostatnimi dniami osiągnąć).
możliwe, że napisałem dość nieskładnie, jednak miałem na myśli coś innego, jak "zaśmiecanie".
chyba przeczytam tego posta jeszcze parę razy i zobaczę w którym miejscu są niejasne sprawy.
btw; myślę, że wyścig szczurów mieści się w linearności, bo jest ona (linearność) oka zapętlona. kręci się w kółko, a społeczeństwo konsumpcyjne lubi jak się kręci w kółko... tylko na siłę próbuje wydłużyć promień tworząc nam z koła jajo. niedługo równia pochyła w dół.
raz jeszcze dzięki za odzew :)
Myślę, że ogólnie mówimy o tym samym, tylko używamy innych terminów. Z punktem było chyba zrozumiale. Tylko dla Ciebie to punkt, dla mnie to linia punktów, a cała reszta jest dorysowana na chama. Dla mnie naturalna linearność tak samo zakłada skupienie się na "tu i teraz", ponieważ możesz sobie na to pozwolić przy takim naturalnym, powolnym upływie czasu.
OdpowiedzUsuńDrugie dno jednak jest takie, że wbrew pozorom "tu i teraz" nie jest równe "tu i teraz". Bo taki człowiek w wyścigu szczurów w zasadzie też skupia się na chwili. Tylko, że to jest innego rodzaju skupienie, ponieważ wynika zwyczajnie z braku czasu, znerwicowania, potrzeby uciekania od życia i problemów. Często nieuświadomionej. To nie jest bynajmniej żadne carpe diem. Prędzej brak dojrzałości i silna nerwica.
A co do ADHD. To moim prywatnym zdaniem, wynika to właśnie z głupoty rodziców. Do mnie przychodziło dziecko, które miało zaplanowany czas od A do Z. Milion zajęć dodatkowych, sporo sportowych. I co? Ano nie było w stanie skupić się nawet przez 5 minut.
Dla mnie największym mitem XXIw. jest sposób na wychowywanie dzieci. Gówno prawda, że dziecko musi się bawić, jak idzie na jakieś zajęcia. Od zabawy to jest podwórko (na które zresztą już nie wychodzi). Kiedy siada do pracy, to musi wiedzieć, że to praca.