niedziela, 9 października 2011

POPRAKTYKOWA REFLEKSJA; dobry kontakt w szkole.

Z dniem 28.09.2011, zakończyła się (teoretycznie) moja praktyka miesięczna w gimnazjum nr X, w moim mieście. Co prawda, standardowo, przygotowanie papierków zajęło mi nieco więcej czasu, jednak dokumentację udało mi się na czas złożyć w stosownym miejscu.

Po praktykach mam pozytywne wrażenia. Dzieciaki super-inteligentne, grzecznie się zachowujące (jak moje doświadczenia z młodzieżą gimnazjalną, to i "najgorszą" klasę powinni nagrodzić za dobre zachowanie w tej szkole), no po prostu cud-miód-orzeszki. Nawet chętnie pracowali, kiedy było trzeba.

Od początku stawiałem na dobry kontakt z grupami, które, pomimo niejakich obaw przed językiem niemieckim, dawały nieźle radę; każda w swoim tempie. Moim zadaniem było utrzymać równowagę między stanem radosnego i kreatywnego rozwydrzenia, a chęcią do pracy na zajęciach. Ignorowałem pomniejsze kwestie związane z dyscypliną i skupiałem się na tym, żeby mogli ten język niemiecki zrozumieć; ze względu na ich feedback, wydaje mi się, że szło mi to dość dobrze. A nawet i jeżeli nie rozumieli, to potrafili wykorzystać odpowiednie źródła, by wykonywać zadania.

Jako N-l, mniej więcej jestem już w stanie określić swoje mocne i słabe strony. Wiem, że jestem zdolny do pracy w zawodzie, jednak są 2 główne powody, które odstraszają od tej pracy (przynajmniej w szkole państwowej). Pierwsza kwestia, to sprawy papierkowe, jest ona jednak dość łatwa do przepracowania. W porównaniu do drugiej jednak blednie. Druga kwestia to ludzie, którzy są ponad Tobą, jako N-lem. Dyrekcja. Podczas rozmów z w-ce dyrką, które były potrzebne do dokumentacji praktyk. Słyszałem jak i o czym ta osoba mówi i wiem, że w życiu nie chciałbym tak tradycjonalistycznej i tak skupionej na kasie osoby nad sobą. Najlepszy był tekst, ze nowi nauczyciele, to chyba będą mogli otrzymać pracę w tej szkole, jak stara kadra umrze. Już samo to powiedziałoby wystarczająco wiele człowiekowi, który nie orientuje się w teoriach osobowości, ze ma do czynienia z osobą która się boi (nieprzewidzianych spraw i nowości), wypiera (nowe rzeczy) i zadowala się starym, skostniałym porządkiem.

Ludzie ok.50 lat i inni, którzy widocznie mentalnie się starzeją powinni być ze szkoły (jakiegokolwiek stopnia) wyrzucani. Ludzie, którzy nie idą z duchem czasu i trzymają ster placówki oświatowej tworzą jedną, katastrofalną szkodę; hamują rozwój. Dlatego i młodzież nie dostaje towarzystwa z którym ma wspólny język i czuje, że może się rozwijać (rozrabianie, podważanie autorytetu, wyzwiska, zlewanie na oceny), dlatego istotne i nowe tematy w nauce nie ruszą się do przodu. Gdyby Freud nie umarł, do tej pory obowiązywałaby stara wersja psychoanalizy (która zresztą i tak jest nieaktualna). To, co wymyślił, trzymał żelazną ręką.
Za to nauka komercyjna (np. NLP)... u-hu-hu. Rozwija się wspaniale. A tam sami młodzi ludzie są, którzy nie są blokowani przez szalonych, paranoicznych, kompulsywnych starców.

Jesteś młody? Idź do szkoły. Jesteś stary? trzymaj się od oświaty najdalej jak możesz :)

Póki jestem młody, mogę być N-lem. Póki myślę jak młody i mam opanowany język i rzeczywistość młodych, mogę mieć z nimi kontakt. Im bardziej się od tego odcinam, tym mam większe szanse na znielubienie mnie w zawodzie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz