No i się zaczęło. To, co odbijało się cichymi echami w czasach, gdy jeszcze uczęszczałem do gimnazjum, staje się powoli faktem. Kwestia, to rozgrzebywana od kilku dni sprawa z tym nieszczęsnym ACTA; porozumieniem o niefałszowaniu własności intelektualnej.
Wg mnie sama idea tego wykracza nieco ponad moją osobistą logikę. Być może, jeżeli ktoś to przeczyta zareaguje jakoś na te myśli. Byłoby miło.
Popatrzmy najpierw na samo pojęcie "Własności intelektualnej". Jest ono zdefiniowane na wikipedii w ten sposób: "zbiorcze określenie grupy monopoli prawnych, obejmujące niektóre dobra niematerialne (prawo autorskie) oraz niektóre własności przemysłowe (patenty oraz znaki towarowe)." W każdym razie, w ten sposób na ten temat wypowiada się wikipedia. Musi to oznaczać, że istnieją ludzie, którzy mają monopol na określone informacje, będące, na pierwszy rzut oka związane tylko z kwestiami estetycznymi, jak loga różnych prodktów, programy komputerowe, oraz przedmioty produkowane na skalę fabryczną.
Zmieniając trochę perspektywę... Już samo słowo "inteligencja" oznacza poruszanie się po informacjach i wybieranie z nich tych, które najlepiej trawimy. Uważam jednak za interesujące tłumaczenie słowa "intelligence" z języka angielskiego - "wywiad" ;).
Być może teraz niektórym nasunie się skojarzenie z istnieniem takich miejsc w internecie, jak WikiLeaks? Nie? No to się nie rozwijam. A jak tak, to już wszystko wiecie :).
Niezależnie od tego, czy informacje nam przekazywane i odbierane przez nas są prawdziwe, czy nie, rodzi się pytanie, czy "własność intelektualna" ("wywiadowcza"?) to własność całego świata, czy wąskiej grupy ludzi? Kojarząc to z mainstreamowymi mediami, mamy 100% pewności, że każda z informacji prezentowana przez TVN, Polsat, jakąś inną Telewizję Polską, jest w 100% zależna od nich. Całkowicie. To by nawet pasowało do definicji, ponieważ informacji od ich "inteligencji" nie otrzymujemy za darmo. Trzeba płacić za dostęp do telewizji komercyjnych, a za standardowe kanały jest płacony abonament. Tutaj warto jeszcze dopowiedzieć, że "media", to nieco myląca nazwa. Medium, to coś, co istnieje między jedną a drugą stroną, między nadawcą a odbiorcą, a slowo Media, to po prostu liczba mnoga. Media są kanałami, które przekazują informacje; Czy "kanał" powinien obrabiać te informacje swoją korzyść, szczególnie kosztem prawdziwości przekazu? Jaka jest w tym, poniekąd oszukańczym, informacyjnym chaosie rola świadomej jednostki? Co wg mnie powinien zrobić człowiek mając przy sobie "Media" do dyspozycji? To proste. Człowiek wie, że obecne media nie tylko przekazują, ale i zniekształcają informacje. Wykształca w sobie w naturalny sposób filtr, który absolutnie te informacje je ignoruje. Dodatkowo, wie że te informacje zmieniają ludzkie nastroje. Zamiast tego wchodzi sobie na internet, gdzie ma o wiele bardziej obiektywny obraz tego, co się dzieje w świecie po kilku kliknięciach na ulubionych portalach, sprawdzonych już. Wybiera język przekazu, który najlepiej trawi, na tematy, które są najwygodniejsze i najbardziej aktualne. Oczywiście zahacza to o subiektywizm i daje wysokie prawdopodobieństwo popełnienia błędu i przyjęcia za prawdziwą jakiejś błędnej interpretacji rzeczywistości. Jednostka brodząc w tej dżungli prawdy i fałszu już musi to sama ustalić, ale pod żadnym pozorem nie przywiązywać się do którejkolwiek z interpretacji. Taka moja rada.
To teraz meritum:
Jak w praktyce ma działać ACTA? Ludzie analizujący dokumenty, zrobili to za mnie: http://www.youtube.com/watch?v=h1fJYlQ9iJY . Interpretację tego filmiku przyjmuję za prawdziwą.
Powrócę do definicji "własności intelektualnej"; pojęcie i zawarte w nim treści są zbyt płytkie i zbyt niespecyficzne, żeby traktować je jako bazę do kontrolowania ludzi poprzez kruczki prawne. Polityczni wymusiciele, ktorzy ułożyli to porozumienie za zamkniętymi drzwiami, już niejednokrotnie wyśmiani w internecie, są z pewnością zbyt starymi ludźmi, zeby spojrzeć na tę sprawę wielowarstwowo. Ich interesują tylko ich tyłki i utrzymanie w ryzach firm, które oni, albo ich najbliżsi budowali całe życie. Teraz wyobraźmy sobie, że to jednak przechodzi. Następuje ujednolicenie własności intelektualnej produkowanej przez poszczególne "koncerny informacyjne", że tak je nazwę. Istnieją tylko pojedyncze prawdy tych ludzi, którzy mają pieniądze, a prawda alternatywna znika. Szczególnie, gdy jest niewygodna. Już to przerabialiśmy jakieś 50 lat wstecz, prawda? Kto jak kto, ja się trzymam stamtąd jak najdalej.
Nie będę tutaj zajmować się wyśmiewaniem, nie będę się zajmować przeciwstawianiem się temu śmiesznemu aktowi. Każdy świadomy czlowiek z pewnością zdążył to już nieraz zrobić w internecie, bądź w realnym świecie. Każdy świadomy człowiek, który obserwował, mógł zauważyć jak inni, równi sobie ludzie wypowiadają się nt. ograniczania ludzkiej wolności, dostępu do treści intelektualnych. Dodam, że te treści są konieczne dla np. rozwoju edukacyjnego; tak, nie ma u mnie filmów w bibliotekach; które trzeba obejrzeć bo wymagają tego na taką literaturę, albo inne kulturoznawstwo. ;p
Patrząc na sprawę dalekowzrocznie można pokierować historię na ciekawy tor.
Zastanówmy się, jakby wyglądał świat bez mediów? Czy ludzie potrafiliby porzucić przyjemności z nimi związane i zacząć żyć relanym światem tu i teraz? Wyjaśniam o co mi chodzi:
Filmy? Po co to komu? Narzucona nam interepretacja świata przez scenarzystę/reżysera, która przedstawia aż nazbyt często oderwane od naszego życia sytuacje. Zbyt wrażliwi ludzie, a nawet i ci przeciętnie wrażliwi, którzy oglądają film, nawet nie są świadomi tego, że faszerują się emocjami, które nie pochodzą od nich samych. Przyznajmy się w duchu teraz sami przed sobą, komu jakiś film popsuł cały dobry nastrój, a tak naprawdę nie wniósł nic wartościowego do życia? Informacyjne śmieci zawarte w filmach, to jeden z powodów dla których raczej wypadałoby przestać je oglądać. Jeżeli jednak film trzeba obejrzeć, to możnaby się już od początku zainteresować tematyką i tym, czy aby na pewno będzie to dla nas treść wartościowa. W takich sytuacjach można by spokojnie płacić za oglądany w kinie film, ponieważ byłoby to wydarzenie rzadkie. Za najbardziej wartościowe uważam filmy dokumentalne, ktore powinny być dostepne zawsze i wszędzie za darmo.
Muzyka? Podobnie jak filmy. Zawiera ona słowa, które często są nacechowane ideologicznie. Potem takie nieświadome ludzie chodzą po ulicy i powtarzają w głowach słowa z dolnej półki jakości życia, bo powiedzmy sobie szczerze, im ambitniejsza jest muzyka, tym trudniej na nią trafić. W rezultacie identyfikują się z wartościami prezentowanymi przez autorów "dzieł". O wiele chętniej albo tworzę sobie własną muzykę, gdy mam na to ochotę, albo słucham takiej, w której wiem, że nie znajdę żadnej (szkodliwej) ideologii. Za bardzo szanuję swój umysł i to jak myśli wpływają na moje ciało; bo tak, wpływają, i to bardzo. A to co mam do tej pory u siebie, z dawnych czasów, gdy jeszcze ściągałem muzykę, jako inspiracja do tworzenia swojej absolutnie mi wystarcza.
Książki? Tu już łatwiej o wybór dobrej treści, na szczeście przestałem interesować się beletrystyką od 2óch lat i czytam literaturę "przyjemnościową" tylko wtedy, gdy chcę zbadać jej jakość. Co do popularności królują u mnie poradniki i książki popularno-naukowe, psychologiczne, filozoficzne, ponieważ dają mi wiedzę bez emocjonalnego nacechowania.
Jednakowoż, wydaje mi się, że byłbym w stanie porzucić kulturę w jakiej się znajduję i stać się jednostką, która odrzuca potrzebę wprowadzania "własności intelektualnych" do swojego życia. Wiem, że niewielu byłoby gotowych na taki krok, szczególnie, że samo uczestniczenie w występowaniu przeciwko ACTA daje obraz całemu światu jak bardzo do tych mediów jesteśmy przywiązani. Moi znajomi mogą się pytać, dlaczego sam się angażuję w to i rozsyłam linki. Sprawa jest prosta, wiem jakie moi znajomi maja potrzeby. Świadomie występuję w... w sumie naszym wspólnym interesie. Myśli są darmowe, ponieważ nimi żyjemy; kultura była i zawsze będzie darmowa, ponieważ w niej żyjemy. Kwestia to tylko tak ustawić swoje życie i możliwości z niego płynące, żeby jak najmniej tracić na nim materialnie :).
Tak, oczywiście, ważne jest pokazać światu po której stronie sie stoi i odważnie wybrać swoja drogę. Tylko trzeba pamiętać o tym, że w ostateczności jesteśmy kimś znacznie więcej od tego, co prezentują sobą media :).
Czy ACTA przejdzie, czy nie; dla mnie i jedna i druga rzeczywistość zawierają w sobie aspekty win-win game.
I tym optymistycznym akcentem kończę wypowiadanie się nt. ACTA i wolnych mediów.
Nie pozwólcie na sobie czegokolwiek wymuszać :).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz