Serdecznie i ponownie :).
W zasadzie przeglądając internet w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie "co ja tu do cholery robię?" trafiłem na dwie strony, które pomogą mi w odpowiedzi na to [trudne] pytanie.
Na pewno nie tylko mi.
Obie z nich są napisane w języku angielskim.
Pierwsza z nich to forum dyskusyjne, na którym omawiany jest problem braku akceptacji obecnego świata, szczególnie związanego z koniecznością pracy. Rozumiem wszystkie strony tej dyskusji. Pierwsza przemawia do mojego serca, druga tylko do rozumu. Całą dyskusję można znaleźć tu:
http://www.indeed.com/forum/gen/Career-Advice/Im-29-years-old-have-no-idea-want-do-my-life/t437739
Zaznaczę jeszcze, że dyskusja nie odpowiada na pytanie bezpośrednio. Będzie jednak dobrą pożywką na poznanie przyczyn swojego zachowania i analizy siebie, niczym podczas przeglądania się w lustrze.
W skrócie. Są ludzie, którzy czują, że nie pasują do tego świata. Zważywszy na znane mi różnice typologiczne pomiędzy ludźmi, statystycznie problem z tym powinno mieć ok. 25% populacji ówczesnego euro-amerykańskiego świata. Przyczyną problemu może być również kwestia problemów z tarczycą, którą często się wmawia ludziom widzącym świat z tej perspektywy. Ostatnia z interpretacji, która mi przychodzi na myśl, jako całkowicie negująca mój sposób myślenia, to po prostu zgeneralizowanie mojego problemu, jako problem typowy dla "rozpieszczonych" ludzi wywodzących się z "1-szego świata" (za czym obstaje część mojej rodziny).
Z mojego punktu widzenia dodam, że obecny system się sypie i jest nieprzyjazny ludziom. Konieczność zmian jest ewidentna. Podkreśla to np. bardzo szybko starzejące się społeczeństwo w naszym kraju (co może wymusić konieczność pracy ludzi w już wieku okołogimnazjalnym w przyszłości--nieprawdopodobna, ale z pewnością realna opcja za jakiś czas), oraz niedostosowanie standardowej edukacji do obecnych czasów (w obecnej sytuacji uważam się za osobę, która przez skupienie się na niej i olewanie wszystkiego innego teraz nie ma pomysłu na siebie i bywa bardzo zniechęcona obecnym porządkiem rzeczy). Jestem pewien, że prędzej czy później ta zmiana nastąpi i mam nieskromną nadzieję, że uda mi się coś w kierunku jej wywołania dokonać. Jak to widzę? O tym może kiedyś indziej [sobie] napiszę.
Jak jest naprawdę? Najlepiej to ocenić samemu. Sam mam taką "wadę", że często przeskakuję do wniosków, co dla niektórych jest pominięciem całego procesu myślowego, więc proszę o traktowanie tego, co napisałem akapit wyżej z dystansem.
Z drugiej strony:
http://tinybuddha.com/blog/6-powerful-questions-that-will-change-your-life-forever/
6 pytań zawartych w tym linku może się okazać dobrym narzędziem asymilacyjnym dla ludzi mających "moje" problemy. Odpowiem na nie sobie w najbliższym czasie i wyniki chętnie umieszczę tutaj, jeżeli uznam to za stosowne. Zrobię to, żeby nie było, że nie próbowałem i nie jestem ziemniakiem siedzącym w grządce i czekającym na wykopanie ;)
Na razie tyle.
Pozdrawiam kogokolwiek czytającego całusem o smaku pietruszki i pora.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz